Istnieją takie cykle, które z tomu na tom nużą i zniechęcają do czytania i nie życzę nikomu zetknięcia się z takimi potworkami, lecz są też takie, które pochłania się jednym tchem. Siadamy do czytania i nagle spostrzegamy, że dotarliśmy do końca... Nie inaczej jest z serią o kobiecej łowczyni nagród.
Bestsellerowy cykl o Stephanie Plum bez chwili zastanowienia mogę zaliczyć do tej drugiej kategorii – jest lekki i przyjemny, po brzegi wypełniony żartami sytuacyjnymi. Należy jednak pamiętać o tym, że mamy do czynienia z kryminałem. Jeżeli połączyć wyżej wspomniane cechy w całość, to otrzymamy prawdziwy koktajl Mołotowa – dobra rozrywka gwarantowana! Szkoda tylko, że to "rozerwanie" trwa tak krótko – ledwo zaczynamy czytać i już po chwili przewracamy ostatnią kartkę z zaostrzonym apetytem na kolejny tom. Nie chodzi mi o to, że książki o łowczyni nagród są zbyt krótkie, nie... po prosto tak szybko się je czyta, ponieważ akcja wciąga już od pierwszej stronicy.
Janet Evanovich zyskała sławę w szerokim świecie właśnie dzięki wykreowaniu tak chaotycznej i nieobliczalnej postaci jak Stephanie Plum – głównej bohaterki obecnie najpopularniejszego cyklu książkowego na świecie.
Zaliczyć czwórkę jest czwartym tomem wyżej wspomnianej serii. Po raz kolejny wydawnictwo Fabryka Słów stanęło na wysokości zadania, biorąc pod uwagę fakt jakości wydania i polskiej korekty, którym nie mam nic do zarzucenia. Osoby, które znają poprzednie losy naszej łowczyni, dostaną to, do czego zdążyli się już przyzwyczaić, czyli: zintegrowaną okładkę, szycie kartek, grafikę okładkową utrzymaną w stylu podobnym do poprzedniczek. Książka pod względem wizualnym jest prawdziwą ucztą dla zmysłów.